2019-03-31

3 marca 1921 r. w Bukareszcie podpisano polsko-rumuńską „konwencję o przymierzu odpornym”

Powrót Polski na mapę po okresie zaborów stawiał przed twórcami Niepodległej kluczowe pytanie o cele strategiczne odradzającego się państwa, w tym przede wszystkim wymuszał na nich, choćby próbę, stworzenia optymalnego – dla tak symptomatycznych warunków geopolitycznych, w jakich po 1918 r. znalazła się Polska – konceptu polityki zagranicznej, a tym samym zbudowania lokalnego systemu bezpieczeństwa, pozwalającego w dalszej perspektywie zabezpieczyć byt odrodzonej Rzeczpospolitej (RP). Granica zachodnia, jak i północna wprawdzie zostały wytyczone na mocy traktatu podpisanego 28 czerwca 1919 r. w Wersalu, jednak wielcy przegrani Wielkiej Wojny – Niemcy – nie pogodzili się z taką konstelacją terytorialną, upatrując w decyzjach Ententy krzywdzące posunięcia kosztem Niemiec na rzecz „sezonowego państwa”, za jakie uznawano odradzającą się II RP. Turbulencje towarzyszyły również ustalaniu granicy południowej, która stała się widownią konfliktu polsko-czeskiego, zakończonego wprawdzie decyzją Konferencji Ambasadorów z 28 lipca 1920 r. o jej przebiegu, to jednak kluczowe w tym obszarze było zaognienie relacji na linii Praga-Warszawa, rzutujące na wzajemne stosunki przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego. Również wywalczona orężem granica wschodnia nie była gwarantem stabilizacji na tym odcinku. Podpisany 18 marca 1921 r. w Rydze traktat pokojowy z budującą swoją potęgę i niestroniącą od zapędów imperialnych Rosją porewolucyjną, choć stanowi bezwzględnie sukces militarny Niepodległej, to jednak nie zapewniał realnego bezpieczeństwa polskiej państwowości, ze względu na charakter polityki zagranicznej Moskwy, wyraźnie nastawionej na konfrontację i zmianę układu granic.

Podobny charakter – jak w przypadku relacji polsko-czeskich – miały stosunki polsko-litewskie w okresie II RP. Koncepcja włączenia Wileńszczyzny do Polski została zrealizowana na zasadzie faktów dokonanych, co naturalnie – jak podkreśla m.in. historyk Henryk Walczak – nie mogło odbyć się bez reperkusji na linii Warszawa-Kowno. Tzw. „bunt Żeligowskiego” z października 1920 r. zakończył się utworzeniem autonomicznej Litwy Środkowej. Odebranie Wilna Litwinom siłą rzeczy nie mogło wzbudzić sympatii Kowna, co w konsekwencji utrudniło budowanie regionalnego systemu bezpieczeństwa w obszarze basenu Morza Bałtyckiego, w tym przede wszystkim z partycypacją w nim wszystkich limitrofów.  

Sytuacja II RP u progu niepodległości rysowała się w ciemnych barwach, jako kraju, którego bezpośredni sąsiedzi – w wyniku różnych uwarunkowań generujących trudności we wzajemnych stosunkach – wyczekiwali raczej jej upadku, niźli sukcesów i wzrostu pozycji na arenie międzynarodowej, w tym szczególnie w obszarze Europy Środkowo-Wschodniej. W związku z powyższym naturalnym zabiegiem było poszukiwanie jakichkolwiek sojuszników, stąd zwrot w stronę Łotwy – przychylnej Warszawie ze względu na wspólne zagrożenie jakie dostrzegano w Rosji Sowieckiej – Finlandii – w ramach układów multilateralnych, które jednak torpedowało Kowno – oraz uwarunkowanego historycznie, a przeto i sentymentalnie, ustawienia azymutu w kierunku polityków nad Sekwaną. Na tym tle wykiełkowała także koncepcja współpracy z Rumunią, zagrożoną zarówno zakusami imperialnymi Moskwy, jak i Berlina, które wprawdzie na początku XX-lecia międzywojennego jeszcze przechodziły swoistą rekonwalescencję po rewolucji bolszewickiej – w przypadku tej pierwszej – oraz po przegranej wojnie z lat 1914-1918 w przypadku Niemiec, to jednak – nie bez wpływu Paryża i Londynu – drobnymi krokami odzyskiwały prestiż międzynarodowy, a przeto i pozycję, co musiało odbywać się kosztem państw mniejszych, mających historycznie mniejszy wpływ na sytuacje w Europie i – co chyba najważniejsze – realnie zagrożonych wzrostem potęgi Berlina i Moskwy.

Próbę aliansu z Bukaresztem strona polska podjęła już w lutym 1919 r. w postaci misji Stanisława Głąbińskiego – działacza narodowo-demokratycznego. Jak zauważa H. Walczak, działanie polskiego polityka  nie mogło przynieść pozytywnych rezultatów, bowiem Rumunii – na tym etapie – choć traktowali wprawdzie Polskę jako przedmiot swojego zainteresowania, to jednak realizm polityczny nakazywał im widzieć w II RP państwo o niejasnej przyszłości, którego status niepodległy może ulec zmianie. Kolejne próby nawiązania relacji nastąpiły odpowiednio wiosną i latem tegoż roku oraz w marcu następnego, kiedy to Rumunia postawiła opór polskim propozycjom licząc – po rozmowach z Moskwą – na przyjazne stosunki z Rosja Sowiecką. Stanowisko Bukaresztu zmieniło się w chwili, kiedy kartą przetargową stały się sukcesy wojsk polskich w wojnie z bolszewikami, jednak tu wypłynął problem relacji między Budapesztem a Bukaresztem. Rumunia – w obawie o rozciągnięcie sojuszu na Węgry, traktowane nad Dymbowicą jako państwo wrogie – postawiła veto. Z kolei strona polska odrzuciła rumuńską koncepcję partycypacji Warszawy w strukturach Małej Ententy nie mogąc się zgodzić na kooperację w niej razem z Czechosłowacją. Działania Rumunii zabezpieczające bezpieczeństwo jej granic – zrozumiałem z punktu widzenia racji stanu tego państwa – nie wyeliminowały zagrożenia sowieckiego. Na tej kanwie – wspólnego zagrożenia –  w styczniu 1921 r. doszło do rozmów w Bukareszcie. Stronie polskiej przewodniczył gen. Stanisława Hallera, rumuńskiej zaś premier gen. Alexandru Averescu. Mimo pojawiających się w trakcie rozmów trudności, 29 stycznia podpisano konwencję wojskową, zaś podczas kolejnej wizyty 3 marca ministrowie spraw zagranicznych obu państw – Eustachy Sapieha i Take Ionescu podpisali Konwencję o przymierzu odpornym między Rzeczpospolitą Polską a Królestwem Rumunii oraz tajną konwencję wojskową, pod którą podpisy złożyli gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski i rumuński szef Sztabu Generalnego – gen. Constantin Christescu. Konwencja miała charakter obronny i opierała się na udzieleniu wzajemnej pomocy w razie zagrożenia swych granic wschodnich, czyli de facto dotyczyła potencjalnej agresji ze strony Sowietów. Oceniając wartość sojuszu polsko-rumuńskiego należy pamiętać o tym, jak twierdzi wspomniany H. Walczak, że „zawieranie aliansów przez Polskę zdeterminowane było oceną stanu zagrożenia zewnętrznego Rzeczypospolitej oraz możliwościami potencjalnych sojuszników i ich nastawieniem do kooperacji z RP. Polskie koła kierownicze uważały, iż największym zagrożeniem dla niepodległości państwa są b[yli]. zaborcy czyli Rosja i Niemcy. Stąd też poszukiwano takich partnerów, którzy byliby w stanie stanowić skuteczną asekurację przed niebezpieczeństwem płynącym ze Wschodu i Zachodu. Oczywistym aliantem przeciwko Moskwie jawiła się Rumunia; tę samą rolę w stosunku do Niemiec miała spełniać Francja. Wspólny interes Polski z każdym z tych państw w zakresie obrony przed niebezpieczeństwem sowieckim bądź niemieckim, a także ich potencjał oraz wola współpracy z RP stanowiły fundamentalne spoiwa obu aliansów [podkr. - Autor]”.

KONTAKT

Jednostka wdrażająca projekt:

Instytut Europejski w Łodzi
Zamiejscowy oddział Centrum Europejskiego Natolin
ul. Piotrkowska 262/264
90-361 Łódź
http://www.ie.lodz.pl

Kontakt z zespołem projektowym EPTW@natolin.edu.pl

Centrum Europejskie Natolin:
ul. Nowoursynowska 84
02-797 Warszawa
www.natolin.edu.pl